sobota, 14 marca 2015

niedziela dla włosów

moja 'niedziela' dla włosów była dwuetapowa a właściwie przeistoczyła się w weekend dla włosów, ponieważ chciałam z jeden strony pokazać Wam efekt na włosach po oleju bania agafii, poprawa wzrostu (dlatego post pojawia się dziś, jutro nie wiem jak wyrobię się czasowo :3) o którym więcej napiszę już na dniach, a z drugiej chciałam zafarbować włosy, ponieważ (jak zwykle) z czubka głowy farba wypłukała się najszybciej :c ale jak już Wam pisałam, z racji tego, iż po farbie sante nie odczuwam żadnych przykrych dolegliwości, zamierzam trzymać ją około 3-4 godzin ; ) pamiętam, że tyle trzymane indygo chwytało bardzo zadowalająco, także liczę ma powtórkę z rozrywki.
dwa dni temu napisała na komentarzach do poprzedniej niedzieli jedna z naszych Czytelniczek (Ilierette), która miała podobne doznania przy farbowaniu indygo, khadi jak ja (tzn. mdłości, bóle głowy) i poradziła sobie z tym dodając olejek lawendowy wraz z hesh kalpi tone, także może jest szansa, że da się to jakoś przeskoczyć :3 jestem ciekawa Ilierette, czy po zmyciu wszystko było okay i równocześnie mam nadzieję, że to będzie jakiś dobry patent :3

olejowanie: zarówno na długość jak i na skórę głowy został nałożony olej bania agafii, poprawa wzrostu, trzymany był około 3 godzin na włosach. więcej o nim już niedługo :3
mycie: tradycyjnie emulgowanie oleju kallos, color, ponieważ miałam w zamiarze umyć szamponem alterra orzech makadamia bio&figa, a pamiętam, iż 'lubił' nie domywać mi włosów (mył najsłabiej ze wszystkich znanych mi alterra'ek, ale jednak włosy były po nim miękkie i gładkie, więc postanowiłam zakupić go ponownie). taka kombinacja na szczęście dała radę ;d
maska: 3 łyżki mlecznej maski, serical z łyżką oleju bania agafii, poprawa wzrostu
na końcówki, po wyschnięciu włosów został nałoży mój ukochany olejek do tego celu alterra, bio granat.
włosy zostały spięte w koczka ślimaczka nową gumką invisibobble.

produkty, które zostały użyte na 'niedzielę', z wyłączeniem maski mlecznej, serical, ponieważ była jej już reszta i muszę kupić kolejne na zapas :3
załączam również zdjęcie odkręconego oleju bania agafii, poprawa wzrostu, ponieważ nakrętka na 'click' się nie sprawdza z uwagi na fakt, że wraz z olejem wydobywają się nasionka, odkręcam zatem całość i przytykam palcem, przez który 'przedziera' się tylko olej, tym samym uniemożliwiając nasionkom przejście ; )

wieczorem drugi etap, czyli farbowanie, oczywiście nie wykorzystam dwóch opakowań, 100 g w zupełności wystarczy, drugie zostanie w zapasie na kolejne farbowanie ; )
a jutro zapraszam Was na 'rude wydanie' niedzieli dla włosów : )

wtorek, 10 marca 2015

pielęgnacja ciała

myśląc ostatnio nad tematyką posta (oczywiście ta również nie powala pomysłowością ;p ale doszłam do wniosku, że warto o tym wspomnieć :3) postawiłam właśnie na pielęgnację ciała. może dlatego, iż zbliża się wiosna (brzmi jak utarty slogan reklamowy ;d) i na ten czas zwykle odzyskuję chęć do testowania nowych produktów, szczególnie tych pięknie pachnących - głównie owocowo, soczyście i pobudzająco. co towarzyszyło mi przez zimowe wieczory? niby nic nadzwyczajnego, choć według mnie jest to najtańszy i jeden z lepszych, jak nie najlepszych form 'zdzierania' :3
peeling'i: z drogeryjnymi peelingami się pożegnałam na dobre, co prawda kusiły mnie lody melba, jagodowa muffinka (nie pamiętam dokładnie, ale chyba były to peeling'i marki perfecta), lecz zważywszy na parafinę w składzie - podziękowałam. bardzo nie lubię uczucia 'oblepienia', jest zupełnie inne niż bycie 'tłuściutkim' za sprawą naturalnych olejów. na co będę polować w najbliższym czasie? zapewne na peeling'i z fresh&natural - marzy mi się malinowy (który miała już w swoich łapkach Monika), oraz tropikalny :3 zainteresuję się również ofertą rosyjskich kosmetyków, tropical mix był moim ulubieńcem, niestety hot chocolate nie przypadł mi do gustu - wręcz prawie wcale :c oba peeling'i były marki organic shop. także właściwie przez całą zimę sięgałam po peeling najprostszy w wykonaniu: olej + cukier bądź właśnie kawa (oczywiście świeżo zmielona, nie w takiej postaci jak na zdjęciu ;d). czasem było to połączenie 3 wymienionych składników, jednak od stosowania kawy skutecznie odstrasza mnie fakt, że naprawdę potrafię ufajdać wtenczas całą łazienkę. produktów nie łączę ze sobą - mam na nie odrębne miseczki ponieważ zwykle wygląda to tak, iż smaruję się olejem bądź oliwką w całości i dopiero potem biorę na rękę cukier i masuję wszystko bardzo dokładnie. lubię intensywnie zdzieranie, a łączenie składników zwykle owocuje tym, że kiedy przesadzi się z olejem efekt zdzierania jest zminimalizowany, ponieważ cukier w nim dosłownie niknie. skóra po takim peelingu jest niezmiernie gładka, pojędrniona i odzyskuje piękny koloryt, szczególnie jeśli peeling był połączony z masażem i właśnie z kawą ; ) zaletą tego peeling'u jest to, że ja nie należę do osób, które sobie produktów żałują (;d) a tu mogę brać wszystkiego ile wlezie ;d jeśli chodzi o dobór oleju bywa różnie, choć kiedy w domu mam oliwkę baby dream fur mama, to właśnie wybieram ją. w innym wypadku jest to oliwa z oliwek, olej z pestek dyni (choć strasznie trudno się go zmywa i jeszcze barwi wszystko (dookoła również) na zielono), olej sezamowy.
nawilżenie: w tej materii wprost idealnie sprawdzają się naturalne masła :3 uwielbiam działania masła shea, a ostatnimi czasy smaruję się masłem avokado i jestem równie zachwycona.
masełka są w 100% naturalne (nigdy nie kupuję rafinowanych, ta reguła się tyczy również do olejów, to takie widzi-mi-się ;d).
po posmarowaniu skóra jest ujędrniona, nawilżona, wygląda bardzo zdrowo i dłużej utrzymuje nawilżenie, która nie znika zaraz po umyciu. na wiosnę pomyślę nad zakupem olejków eterycznych jak na przykład cytrynowy, pomarańczowy, mandarynkowy, dla urozmaicenia zapachowego i dodatkowych wartości odżywczych :3
mycie: w tej materii najchętniej sięgam po drogeryjne żele, najchętniej po żele dove. uwielbiam ich zapach, swojego czasu towarzyszyły mi na wyjazdach do siostry, do grecji i za każdym razem kiedy ich używam mam cudowne wspomnienia (;d) i jakoś się tak ich po prostu uczepiłam jak rzep psiego ogona :3
łagodnego płynu do mycia ciała johnson's używam na przemiennie z żelem dove (na przykład kiedy ten drugi się kończy), jest dla mnie nieoceniony w pielęgnacji twarzy, więc zawsze dbam o to, by mieć go na 'stanie'.
dodatkowo w codziennej pielęgnacji po umyciu, zwykle wieczorem sięgam po olejek, szczególnie przypasował mi argan oil, evree mieszam go z witaminą C, dzięki czemu skóra jest ładnie rozjaśniona. do zadań specjalnych używam kwasu migdałowego :3

wraz z nadejściem wiosny zaczęłam odwiedzać dom na wsi, wrzucałam Wam ostatnio na instagramie filmik z suszem drzew, wprost nie mogłam się powstrzymać :3 nie mogę się doczekać kiedy znajdzie się więcej wolnego czasu, by móc spędzić tam chociaż tydzień, a w dodatku rodzice w tym roku zdecydowali się dokończyć poddasze, ze szczególnym uwzględnieniem schodów do niego prowadzących :3 wrzucam zdjęcie, które kiedyś miało już swoje 5 minut na naszym instagramie :3
będąc ostatnio u Moniki i przeglądając internet trafiłyśmy na stronę http://www.schody-dywanowe.com/ i ja przepadłam :3 nie wiecie jaki będzie to dla mnie komfort, ponieważ wstawać w nocy i schodzić zaspanym po aktualnych schodach (mimo, iż ma to niezaprzeczalnie swój urok) na moje obecne lata jest uciążliwe ;d

+ na koniec nowości dnia wczorajszego, komplecik ulubionych gumek do włosów i nowy szampon do porządnego oczyszczania włosów :3
O.

Kremowa kuleczka do kąpieli ŚNIEŻNA ZAMIEĆ, Bomb Cosmetics

Jest to podarek od Pachnącej Wanny w ramach kolejnej paczki. Kule do kąpieli firmy Bomb Cosmetics są to moje ulubione produkty do kąpieli. Można wybierać i przebierać we wzorach, kolorach, zapachach. Tym razem na pożegnanie zimy w moje ręce wpadła kula o wdzięcznej nawie "Śnieżna zamieć".
Ma ona niebieski kolor, pokryta jest drobinkami brokatu oraz pięknymi, białymi płatkami śniegu. Jest niewielka, ale pełna odżywczych substancji: masełka kakaowego oraz masła shea czyli mistrzów w nawilżeniu i odżywienia ciała.
Kuleczka dość długo się rozpuszcza w wodzie, potrzeba około 20 minut do pełnego rozpuszczenia i uwolnienia wszystkich cennych substancji.
Już po kilku minutach woda zabarwia się na niebiesko, skrzy się srebrnym brokatem, pływają w niej białe płatki śniegu. Nazwa jest bardzo adekwatna do uzyskanego w wodzie efektu.
Zapach jest bardzo delikatny. To woń bergamotki, lekko cytrusowy.
Taka kąpiel zawsze poprawia mi nastrój, relaksuje i odpręża całe ciało, również skórę, która jest nawilżona, gładka i pokryta tłustą, ochronną warstwą.
Na pewno nie jest to moja ostatnia kula do kąpieli Bomb Cosmetics. Po prostu je uwielbiam.

poniedziałek, 9 marca 2015

Maska do włosów organiczny jaśmin i olejek jojoba, Organic Shop

Maskę tą kupiłam około 3 tygodnie temu. Nie ma raczej problemu z jej dostępnością, można ją dostać w większości sklepów z kosmetykami rosyjskimi, zielarniach.
Jej cena to 26 zł za 250 ml produktu o wymarzonej wręcz konsystencji maślano-budyniowej, ale jednocześnie lekko piankowej, puszystej. Wspaniale się rozprowadza na włosach i jest niesamowicie wydajna. Regularnie używam jej co 2, 3 dni i ubyło mało co, więc starczy na pewno na długo, co przy nie koniecznie najniższej cenie jest warte wspomnienia ; )


Kosmetyk zamknięty jest w plastikowym opakowaniu z nakrętką, która właściwie jest zatyczką. Moim zdaniem to idealne rozwiązanie dla tego typu konsystencji. Inaczej trudno byłoby cokolwiek wydostać z tubki. Jest bardzo wygodne i dość trwałe. Spadło do wanny niejednokrotnie i nie stała się mu żadna krzywda, nic również nie wyciekło ze środka.

Przeznaczeniem maski jest nadanie puszystości i objętości włosów, nie zaś specjalne zregenerowanie czy odżywienie, dlatego maska nie należy do ciężkich, mimo konkretnej konsystencji.
Najlepiej się sprawdza nakładana na 2 do 5 minut po myciu. Zdarzyło mi się potrzymać ją dłużej i efekt był dokładnie taki sam, z tym, że końce lekko się puszyły.
Od tamtej pory nieudanego eksperymentu traktuję ją jak odżywkę i jestem bardzo zadowolona.
Włosy po jej użyciu rzeczywiście nabierają więcej puszystości, są leciutkie, ale jeśli nie trzymam jej za długo na kosmykach, również dociążone odpowiednio na końcach.
Zauważyłam, że maska ładnie wydobywa połysk i nadaje miękkości. Używam jej w połączeniu z czymś konkretniejszym co parę dni, olejowaniem co najmniej raz w tygodniu i to wystarczy by włosy dobrze wyglądały.
Zapach jest dość intensywny. Może być męczący, ponieważ utrzymuje się przez jakiś czas po umyciu. Mój nos wyczuwa trochę zieloną herbatę z jaśminem, ale także lekko kadzidlaną woń.
Skład jest typowy dla produktów rosyjskich, czyli woda z ekstraktami i olejami, w tym olej jojoba, ekstrakt z jaśminu, olejek ylangowy, do tego emolienty oraz antystatyk.
Według mnie to bardzo fajna, wydajna odżywka do codziennego stosowania.
Po zdenkowaniu produktu zamierzam kupić wersję Grecka figa i olejek migdałowy, która podobno bardziej dociąża włosy.

a na koniec zdjęcia podczas powrotu do domu z uczelni, słońce pięknie świeciło, ale wiatr niestety nie pozostawił złudzeń - zdjęć nie dało się nijak zrobić ;d wiosna już za 12 dni, a ja dopiero wczoraj natknęłam się na idealny kubek termiczny (zależało mi na czarnym z konkretnym design'em - taki znalazłam na stronie http://witeks.pl/) :c ale z racji tego, iż końcem następnego miesiąca obchodzę urodziny (dokładnie 29 kwietnia :3) na pewno go sobie sprawię (z myślą o zimowych dniach, ponieważ potem zapewne znajdzie się 'x' innych wydatków i kubek odejdzie w niepamięć :e), ponieważ nic tak nie daje mi chęci do życia w zimowe dni, kiedy muszę być na uczelni przed 8, jak właśnie ciepła czekoladka na wykładzie :3


M.

niedziela, 8 marca 2015

Niedziela dla włosów

Tak bardzo mam już dość zimy :c
Końce w trochę lepszej kondycji, myślę, że zmiana szczotki wychodzi im na plus.
TT używam dalej tylko do rozczesania na mokro, a poza tym cały czas szczotka z włosiem z Rossmanna. Jestem z niej bardzo zadowolona, włosy od razu wyglądają inaczej.
Nie wiem czemu tak długo upierałam się przy Tangle Teezerze.
Dzisiejsze zdjęcia musiały zostać zrobione na dworze, choć słońce niestety na dłuższy moment schowało się ze chmurki.


Jak widać na zdjęciach odrost już zaczyna straszyć, a włosy farbowane niecałe cztery tygodnie temu. Chciałam je przetrzymać dłużej, ale chyba zafarbuje sam odrost, a na długości może gloss?
Nigdy nie robiłam, ale może odświeżyłby kolor do kolejnego farbowania, które planuje znów za miesiąc.
Jeśli praktykujecie metodę "glossowania " włosów to dajcie znać ; )

Dziś włosy zostały naolejowane na 3 godziny sesą egzotyczną, na którą pół godziny przed zmyciem nałożyłam odżywkę Alterra z granatem, ponieważ próbuję się jej pozbyć, a za nic nie mogę jej używać po myciu, bo robi straszne siano.
Całość umyłam dwukrotnie Balsamem myjącym Sylveco, który wyjątkowo dobrze poradził sobie z tym ciężkim dla mnie do zmycia olejem.
Na 10 minut nałożyłam odżywkę Garnier Naturals z żurawiną i olejkiem arganowym do włosów farbowanych. Bardzo ją lubię, nigdy mnie nie zawodzi czy to nałożona na 3 minuty pod prysznicem czy na 20 min pod turban.
Niestety właśnie ją wykończyłam.
Na rozczesane wilgotne końce Marion, 7 Efektów, Kuracja z olejkiem arganowym, którą stosuje od ponad tygodnia. Włosy mniej się plączą, końce są zabezpieczone, ale niestety nie nadaje połysku, miękkości.
Włosy dziś wyschły naturalnie, bez suszarki, co zdarza się na prawdę bardzo rzadko.