Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 grudnia 2015

#newin

Ten świąteczny zestaw Bomb Cosmetics oraz pomadkę Nyx Soft Matte Lip Cream w odcieniu Transylvania otrzymałam od mojej Przyjaciółki Pam ;3 Nie mogłam się powstrzymać zatem pomalowałam się nią do zdjęć na Niedzielę dla Włosów klik! Możecie (na NdW) również zobaczyć prezent gwiazdkowy od mojej Moniczki, która sprawiła mi szlafroczek, jest absolutnie przepiękny! ;3

wtorek, 10 listopada 2015

Mydlarnia Li-La, Kosmetyki Naturalne, Kula do kąpieli Soczysty Arbuz

Kulę do kąpieli Mydlarni Li-La miałam okazję poznać całkiem niedawno po raz pierwszy. Przy okazji kupna kuli musującej Bomb Cosmetics dostałyśmy tytułową kulę do testowania. Spośród wielu zapachów najbardziej przypadł mi do gustu właśnie ten owocowy. Pozostałe to głównie nuty perfumowane, choć nie tylko. Na pewno większość kobiet znalazłaby tam swój zapach.
Kula pachnie bardzo intensywnie soczystym arbuzem. Nie jest to zapach w żadnym stopniu chemiczny. Wręcz przeciwnie - przywodzi na myśl upalne lato i zmrożonego arbuza. Kiedy leżała w łazience będąc ozdobą samą w sobie roztaczała wokół piękny aromat za każdym razem kiedy wchodziłam do pomieszczenia. Z tego powodu długo czekała na swoją kolej ;d


Kilka dni temu jednak zmarznięta po ciężkim dniu potrzebowałam relaksu i jak zawsze wybawienia upatrywałam w długiej, relaksującej kąpieli.
Początkowo miałam posłuchać producenta i do wanny wrzucić połowę produktu. Jednak podczas otwierania folii coś poszło nie tak i druga połowa pokruszyła się. Wobec tego wrzuciłam całość do wody. Kula szybko się rozpuszczała, zostawiając na powierzchni lekką pianę, która szybko zniknęła. W wodzie pływały również czarne ziarenka - do złudzenia przypominające pestki arbuza.
Woda nabrała koloru różowo-czerwonego. Czułam się jakbym kąpała się w arbuzowej lemoniadzie. Choć takie widoki przywodzą na myśl iście wakacyjny klimat, ja myślę już o Świętach i zbliżającym się Sylwestrze : ) Zastanawiam się nad ofertą ze strony http://naferie.pl/ ;3 nigdy nie byłam na Sylwestrze w górach i przyznam, że jest to dość ekscytująca dla mnie opcja : )
Po powierzchni unosiły się krople olejków, które mają za zadanie dbać o skórę. Obecne są tutaj: olej ryżowy, olej ze słodkich migdałów, olej słonecznikowy, olej lniany. Poza tym ekstrakt z owoców jabłoni.
Czas w wannie szybko minął w tak miłych okolicznościach i po zakończeniu kąpieli skóra była gładka, miękka i miła w dotyku. Początkowo ciało było lekko tłuste w dotyku, powleczone olejkami, jednak po chwili wszystko wchłonęło się w skórę i swobodnie mogłam się ubrać.
Wrażenie nawilżenia było delikatne, za to zapach na skórze bardzo intensywny nawet przez kilka godzin później. Trochę brakowało mi uczucia "nasmarowanej" olejkami skóry, które jest po użyciu kuli Bomb. Jednak uważam, że w cenie około 15 zł (a często można trafić na promocję) to dobry zakup.

General Topics, Synchroline, Terproline Body Cream, Ujędrniający krem do ciała nadający skórze sprężystość

To już ostatni produkt marki Synchroline, który dostałyśmy w ramach współpracy z marką General Topics. Długo zwlekałam z recenzją, ponieważ używałam innych kosmetyków i trudno było by ocenić działanie tego konkretnego kosmetyku.


Krem do ciała kojarzy mi się raczej kosmetykiem zamkniętym w słoiczku . Tutaj mamy miękką tubkę z zakrętką, na której można postawić opakowanie, by resztki łatwo było wydobyć. Dodatkowo tubkę można rozciąć bez problemu i zużyć zawartość do końca. Zawartość to 250 ml, za które musimy zapłacić około 60 zł, także niemało. Produkt dodatkowo zapakowany jest w kartonik, na którym znajdziemy opis kosmetyku oraz skład. Przypadło mi do gustu połączenie zieleni z bielą, prawie tak samo jak połączenie bieli z odcieniem błękitu, kojarzy mi się z upalną Grecją ;d  W środku jest również ulotka.
Konsystencja jest dość lekka, jednak w trakcie aplikacji mam wrażenie, że smaruje się czymś odżywczym i bogatszym, niż wskazywałaby na to nie za gęsta konsystencja. Krem dobrze się rozprowadza, gładko sunie po skórze pozostawiając tłustą warstewkę, która wchłania się prawie całkowicie w przeciągu kilku minut. Uważam, że to plus, ponieważ kosmetyk tego typu wymaga moim zdaniem chociaż krótkiego masażu, a ten krem pozwala na jego wykonanie.
Dzięki dość rzadkiej konsystencji i dobremu rozprowadzaniu krem jest bardzo wydajny i stosowany codziennie na uda, pośladki, brzuch i biust starczył na dwa miesiące, a nie żałowałam go sobie. Na pewno dałoby się przyoszczędzić i cieszyć nim jeszcze dłużej.
Krem ma podwójne działanie ujędrniające. Po pierwsze od razu po nałożeniu skóra staje się bardziej napięta, gładka w dotyku. Efekt ten jednak mija po kilku godzinach. Po drugie w skutek regularnego wcierania skóra staje się ujędrniona na dłużej, efekt ten nie przemija, utrzymuje się dłużej. Niestety, jak po wszystkich kosmetykach ujędrniających efekt znika, kiedy przestajemy ich używać. Tutaj jest podobnie. Efekt utrzymuje się przez jakiś czas po zaprzestaniu aplikacji i powoli znika.


Poza ujędrnieniem krem zapewnia dobre nawilżenie i odżywienie skóry, która staje się miękka i bardzo miła w dotyku.
Nie zauważyłam zmniejszenia cellulitu, ale producent tego nie obiecuje. Do walki z cellulitem stworzony został inny produkt tej marki, o którym już pisałam: http://www.sophieczerymoja.pl/2015/07/synchroline-synchrocell-krem-do.html

Post publikuję z tabletu - mam nadzieję, że doda się prawidłowo : ) Teraz czeka mnie półtora godzinne okienko podczas, którego mam zamiar poprzeglądać jakieś okleiny na meble (może strona http://www.centrumtapet.pl/ okażę się bardzo pomocna?;3). Narzeczony kupił na olx używaną komódkę, która wymaga odświeżenia : )

M.

czwartek, 8 października 2015

Ecolab, Cukrowy peeling anti age

Kosmetyki firmy Ecolab uwielbiam. Serdecznie polecam Wam zapoznać się z nimi bliżej. Poza maską do włosów wszystko inne bardzo przypadło mi do gustu.
Najważniejsze jest to, że produkt nie zawiera silikonów i parabenów oraz syntetycznych barwników i konserwantów. Ponadto zawiera ponad 99,2 % składników pochodzenia roślinnego.
Dla mnie bardzo istotne są składy, a tutaj mamy się nad czym zatrzymać i zachwycić: ) Skład jest prosty i konkretny.
Podstawą jest cukier zanurzony w mieszance olejków i innych dobroci. I tak mamy tutaj: organiczne masło shea, aloes, organiczny olej ze słodkich migdałów, ekstrakt z jagód acai, olej z bergamotki, olej z owoców pomelo.


Opakowanie to plastikowy słoiczek o pojemności 250 ml. Zabezpieczony jest folią ochronną. Konsystencja jest gęsta, zbita i o różowym kolorze. Widać zanurzone w niej kryształki cukru. Pachnie obłędnie <3 moje pierwsze skojarzenie to drink Mohito. Wyraźnie wyczuwam lekko gorzką limonkę oraz rum. Dalsze nuty zapachowe to kwaskowatość cytryny i słodycz pomelo.
Woń jest intensywna, ale nie utrzymuje się na skórze po użyciu przez długo ;c
Produkt jest bardzo miły w użyciu, nic nie spływa, gładko się rozprowadza. Oczywiście zalecam użycie na suchą skórę - wtedy efekt jest lepszy, ponieważ cukier nie ma szans tak szybko się rozpuścić.
W moim odczuciu peeling ten należy do kategorii średnich ździeraków. Moc tarcia oceniam na dobry z plusem. Skóra po jego użyciu jest lekko zaczerwieniona, odświeżona i wygładzona. Pozostaje miła w dotyku i miękka.
Bardzo zaskoczyło mnie jednak to, że tak łatwo się spłukuje i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Nie jest to dla mnie wielki minus, jednak lubię to uczucie tłustości naskórka po użyciu. Wiem jednak, że wiele z Was nie przepada za tym, więc ten produkt na pewno przypadnie takim osobom do gustu.

Cena to 21 zł.

Okay, a po napisaniu posta czeka na mnie deser, który zrobiłam zanim zabrałam się za posta (musiałam go wstawić do lodówki by nabrał 'mocy urzędowej' ;d) i zacznę szukać części do auta, którą ktoś bardzo sprytnie i kulturalnie pozbawił mnie dzisiejszej nocy (moje autko stoi na parkingu ;c) ;EE na pierwszy ogień leci strona http://www.mamauto.pl/, mam nadzieję, że stanie na wysokości zadania i Madzi (tzn. Mazdzie ;d) zostanie wszystko 'zwrócone' ;d

M.

wtorek, 6 października 2015

Lush, The Experimenter

Niezwykle żałuję, że kul Lush'a nie można dostać w Polsce ;c Uwielbiam kiedy dostaje je w prezencie prosto z Anglii.
Miałam rożne kule tej firmy, ale ta jest naprawę wyjątkowa. Kąpiel z nią to fantastyczna zabawa i prawdziwe przedstawienie.
Produkt jest wielkości dłoni. Ma kształt bryły i obsypany jest bogato brokatem.


Po wrzuceniu do wody momentalnie buzuje, a musując uwalnia ferie barw. Kula przemieszcza się po całej wannie tworząc piękne różnokolorowe wzory.
Dominujący jest zielony, niebieski, róż i żółty.
Ponadto woda wspaniale połyskuje brokatem, na jej powierzchni unosi się błyszcząca poświata.
Cała zabawa trwa kilka minut ciesząc oczy. Nawet mój pies przybiegł do łazienki, wskoczył na brzeg wanny i przyglądał się, jak kula tańczy w wodzie.
Po wymieszaniu kolory powoli znikają, a cała woda nabiera barwy głębokiej zieleni.
Poza wspaniałym wyglądem wizualnym, który zapewnia dopieszczenie zmysłu wzroku, kula funduje również relaks dla węchu - intensywny kadzidlany zapach rozluźnia i przenosi w myślach do Indii, w świat orientu.
Jak wszystkie produkty do kąpieli Lush'a kula nie wysusza skóry, nie powoduje uczucia napięcia. Skóra jest gładka w dotyku i miękka.

W najbliższym czasie nie mamy co liczyć na jakąś przesyłkę pachnącą tęczą od siostry Oli, ale może dałoby radę jakoś podziałać z kartą wirtualną, którą mamy na stronie lush ;d tymczasem myślimy nad jakimś uprawianiem sportu na świeżym powietrzu i oglądamy kijki do nordic walking na stronie http://s-mumo.pl/ ;3 w ogóle to takie alternatywne rozwiązanie dla ćwiczeń w domu na orbitreku ;d

Jeśli chcecie zobaczyć jak buzuje kolorami the experimenter zapraszamy na naszego instagrama! : )

środa, 9 września 2015

Bomb cosmetics, Deser kakaowy na cztery kąpiele, Czekoladowy

O kulach do kąpieli na blogu często można przeczytać, ponieważ jestem uzależniona od nich. Uwielbiam testować nowe, jak również wracać do tych, które już przypadły mi do gustu.


W gronie takich produktów znajdują się kule firmy Bomb Cosmetics. Nigdy się na nich nie zawiodłam i bardzo często przy okazji zakupów w mydlarni czy sklepie internetowym wrzucam do koszyka choćby jedną, by mieć na czarną godzinę ; )
Nic tak nie poprawia humoru jak ciepła, aromatyczna kąpiel, która nie dość, że rozluźnia, pomaga zapomnieć o smutkach i troskach (szczególnie w towarzystwie lampki szampana ;3) to jeszcze dba o skórę.
Ja od razu po wynurzeniu się z wody czuję się lepiej, gdy widzę, że skóra nabrała miękkości, jest gładka i miła w dotyku. A do tego pięknie pachnie.
Po takiej kąpieli nogi same niosą mnie pod kołdrę, gdzie zapadam w błogi sen, podczas którego przez całą noc towarzyszy mi zapach czekolady.
Jestem statystyczną kobietą i czekolada bardzo poprawia mi nastrój : )
Taka kula zamiast na 4 użycia starcza mi tylko na dwa, ale to moja wina, a raczej słabość. Po prostu często zapominam ją wyciągnąć z kąpieli w trakcie. Poza tym lubię czuć obfitą tłuściutką warstwę na skórze.
Cena to 18 zł w sklepie Pachnąca Wanna.

W ogóle w październiku wybieramy się do Łodzi, już nawet zarezerwowałyśmy hotel (i taki ciekawy zbieg okoliczności, bo pisząc o tym weszłam na stronę http://www.gpsguardian.pl/, a tak szata graficzna utrzymana w klimacie 'dawnych lat' ;d) na pin up and burlesque party ;3 nie możemy się doczekać ;3

M.

piątek, 4 września 2015

Wellness&Beauty, Balsam do rąk z ekstraktem z kwiatów wiśni i kwiatów róży

Na sklepowej półce w Rossmannie zauroczyło mnie opakowanie tego kremu. Jest takie vintage -aluminiowa tubka z zakrętką. Wygląda naprawdę wyjątkowo. Mnie takie szczegóły potrafią urzec i tak krem wylądował w koszyku.


Krem do rąk to niezbędnik większości kobiet. Sama kiedyś nosiłam ów w torebce, szczególnie zimą. Jednak od dłuższego czasu kiedy na noc smaruje dłonie masłem shea i innymi tłuściochami, nie mam problemu z bardzo suchą skórą i kremu do rąk nie zwykłam używać.
Denerwuje mnie zawsze tłusta warstwa na skórze, którą musiałam wycierać potem w chusteczki albo co gorsza, w ubranie ;p
Ten krem pokochałam od pierwszego użycia i zaskarbił sobie już miejsce w mojej torebce (podczas zimowych wieczorów będzie niezbędny niczym odszkodowania z oc niebawem ;d).
Tubka jest jak wspomniałam, miękka aluminiowa z zakrętką. Pojemność aż 100 ml i 12 miesięcy na zużycie po otwarciu. Opakowanie nie mogło być lepsze - wygląda pięknie, a do tego bardzo łatwo dozować odpowiednią ilość. W moim odczuciu w codziennym stosowaniu wystarczy ilość wielkości ziarnka grochu.
Tyle spokojnie wystarczy by pokryć całe dłonie, wysmarować skórki i nie czekać wieczność aż się wchłonie, ponieważ krem wchłania się praktycznie od razu.
Pozostawia jednak bardzo delikatną warstwę wygładzającą naskórek, dzięki czemu dłonie stają się aksamitne w dotyku.
W ogóle się nie lepi, nie klei i właściwie od razu można pisać na komputerze, komórce czy robić inne czynności wymagające naszych rąk.
Zapach to wielki atut kosmetyku. Pachnie wspaniale różanie, z lekką nutką wiśni. Aromat uprzyjemnia aplikację, za każdym razem przenosi nas w magiczne miejsce, do sadu czy do rosarium.
Utrzymuje się na skórze przez dłuższą chwilę, nie ulatnia się od razu.

Cena to około 10 zł, moim zdaniem zdecydowanie warto spróbować. Szczególnie, jeśli tak jak ja, nie przepadacie za kosmetykami do pielęgnacji dłoni. Ten może Wam przypaść do gustu.

W składzie m.in: gliceryna, emolienty tłuste, panthenol, alantoina, ekstrakt z róży, ekstrakt z figi, olej tłoczony z nasion tropikalnego drzewa moringi olejodajnej, olej jojoba, silikon lotny, masło shea.

czwartek, 3 września 2015

Lila, Mydlarnia z pasją, Masło do ciała Poziomka z Arganem

Zauroczona byłam balsamami Organique z masłem Shea, szczególnie wersją grecką, która pachniała najpiękniej winogronami. Niestety, nie mam dostępu stacjonarnie by regularnie je kupować, więc od ponad roku nie goszczą one w mojej łazience.
Długo szukałam czegoś podobnego, ale nic nie dawało 100% zadowolenia.
Aż wreszcie jest godny następca! Kupiłam go w galerii handlowej, na stoisku mydlarni Lila. Balsamy podobnie jak te z Organique można kupować na wagę, więc na początku możemy zakupić małą ilość na spróbowanie, albo kupić kilka różnych zapachów, a jest w czym wybierać, uwierzcie ;)
Pani Ekspedientka nałożyła mi na dłoń odrobinę masła, a ja już wiedziałam, że to jest to czego szukałam ; d Spośród wielu aromatów wybrałam poziomkę, która pachnie niesamowicie intensywnie, słodko, owocowo, jak prawdziwe poziomki. Wszystkie zapachy były bardzo realne i soczyste.
Zdecydowałam się na kupno 50 gram, w cenie 13,50 zł. 100 gram to koszt 27 zł. Do tego dodatkowo pudełeczko 1,50 zł. Można oczywiście przyjść ze swoim pojemnikiem. Ja tak uczynię następnym razem, kiedy tylko zużyję zawartość.


balsam 'poziomkowy' widnieje na pierwszym planie na powyższym zdjęciu ;3

Masło ma bardzo dobry, krótki skład. Zawiera: Masło Shea, Olej arganowy, witamina E, Zapach
Same konkrety, żadnych zbędnych zapychaczy.
Konsystencja jest gęsta, zbita, ale dobrze rozprowadza w kontakcie z ciepłem skóry. Kosmetyk jest bardzo wydajny, wystarczy na bardzo długo.
Masło shea solo działa na moją skórę bardzo dobrze, jednak nie ma najprzyjemniejszego zapachu. Tutaj w duecie z olejem arganowym czyni cuda nawet z najbardziej wysuszoną skórą. A do tego ten zapach ♥
Masłem nie posmarowałam się jeszcze cała, dlatego, że jest zbyt ciepło i taka tłusta warstwa wyczuwalna przez całą noc nie sprzyjałaby dobremu snu.
Używam natomiast regularnie na różne części ciała, zawsze ze świetnym efektem.
Uratował moje spierzchnięte stopy i dłonie. Już po jednym zastosowaniu wyraźnie widać różnicę. Po regularnym kremowaniu stóp już prawie nie pamiętam, jaki mam kompleks z ich powodu.
Dobrze sprawdza się po depilacji nóg - idealnie łagodzi podrażnienia, wygładza i nawilża.
Skóra po posmarowaniu pozostaje bardzo długo pokryta tłustym filmem. Jest głęboko odżywiona, natłuszczona, do tego bardziej napięta i gładka.
stan taki utrzymuje się nawet po kąpieli, nie jak w przypadku innych maseł czy balsamów.
Standardowym kosmetykiem muszę smarować się codziennie, by zaspokoić potrzeby mojej skóry. Tym masłem wystarczy 2, 3 razy w tygodniu, by skóra ciągle wyglądała dobrze, nie była ściągnięta.
Zapach jest niesamowicie przyjemny i trwały. Pozostaje na piżamie, pościeli, skóra pachnie nim przez długie godziny. Wracam do gotowania obiadu, dziś odwiedzi mnie mój Narzeczony - tymczasem jednak z zapałem opowiada mi o czymś co zowie się technika co2 ;d jego kolega sprawił sobie akwarium niebotycznych rozmiarów i to chyba stąd ta fascynacja ;d

Bomb Cosmetics, Deser kakaowy na 4 kąpiele

Mój deser jest o zapachu 'Łakocie'. Brzmi urzekająco, wygląda wspaniale, a do tego zapach skradł moje serce.


Babeczka według producenta ma starczyć na 4 kąpiele. Ja lubię kiedy woda w wannie jest naprawdę niczym 'rosołek', a skóra po kąpieli lśni od olejków, które powoli wchłaniają się jeszcze przed długie minuty. To jest gwarancja doskonale odżywionej, nawilżonej skóry, której nie będę musiała smarować balsamem czy olejkiem przez kolejne dwa dni.
Tym razem użyłam kuli do pierwszej kąpieli w oszczędnej ilości. Woda wydawała się wystarczająco tłusta, ale jednak skóra już po kilku minutach po wyjściu z łazienki była sucha w dotyku. Oczywiście została wygładzona, nabrała gładkości i delikatności. Do tego pięknie pachniała przez jakiś czas, ale brakowało mi tego tłustego filmu.
Kolejnym razem wrzuciłam pozostałą część babeczki i zostałam usatysfakcjonowana. Ciało błyszczało od olejków, długo pozostało jeszcze pokryte zapachem. Aromat przeniknął piżamę i pościel, ku czemu nie mam nic przeciwko. Skóra była miękka, sprężysta i pozostawała taka przez długi czas.
Wiem, że w swoim upodobaniach mogę być odosobniona, dlatego na pewno innym kobietom taka kula rzeczywiście będzie służyła dłużej :)

Zapach według producenta to połączenie owoców, gruszek, karmelu i wanilii. Mój nos wyczuwa przede wszystkim truskawki i maliny. Dodatkiem jest nuta słodkiej, otulającej wanilii. Cały aromat jest ponadto bardzo śmietankowy ;3 by zwieńczyć całość brakuje tylko czegoś takiego jak... zapalone świecie, drewniane drzwi, cicha muzyka, o tak, dopełnienie przyjemności ;3