poniedziałek, 8 lutego 2016

Walentynkowa propozycja, Kok z warkoczami, Messy braided updo

Kolejna Walentynkowa propozycja : ) Ostatnio jedna z Was prosiła o fryzurę typu koczek. Dziś więc na specjalne życzenie bardzo efektowna fryzura z warkoczami oraz niskim kokiem z tyłu. Inspiracja tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=A-Dynlh3i-g&feature=youtu.be
Niestety, na taką pogodę ta fryzura nie jest najlepszym wyjściem, ponieważ szalik może naruszyć koczka, gdyż znajduje się dość nisko nad karkiem. Można zrobić go oczywiście wyżej, ale nie wygląda to już tak elegancko moim zdaniem.
W lato i na wiosnę sprawdzi się idealnie.


1. O porządnym rozczesaniu włosów nie muszę chyba już wspominać? ;d
2. My nie zrobiłyśmy przedziałka, ale jeśli chcecie możecie zrobić w dowolnym miejscu - na środku czy lekko z boku
3. Z jednej strony wydzielamy dość cienkie pasemko, które dzielimy na trzy i pleciemy dobieranego warkocza mniej więcej do wysokości za ucho
4. To samo powtarzamy z drugiej strony


5. Luzujemy warkocze, by nadać im objętości
6. Spinamy warkoczyki gumką z tyłu głowy i już taka fryzura wygląda ładnie według mnie : )
7. Włosy, które zostały z tyłu upinamy w koczka. Moim zdaniem najlepiej się prezentuje koczek lekko zwinięty w ślimaczka i podpięty wsuwkami.
Niestety, brakło mi wsuwek w kolorze włosów, dlatego użyłyśmy innych i te są widoczne ;c Ważne jest dobre dopasowanie wsuwek do koloru włosów.


8. Spryskałam lekko skończoną fryzurę nowym lakierem Batiste, który stał się moim ulubieńcem. Świetnie utrwala fryzurę i po lekkiej poprawce koczka, który miał problemy po starciu z wełnianym, grubym szalem, upięcie utrzymało się cały dzień i spokojnie trzymało się dalej. Rozplątałam włosy, ponieważ szłam już spać : )


... i efekt końcowy : )


Podoba Wam się?;3

niedziela, 7 lutego 2016

niedziela dla włosów, 'serum olejowe'

Dzisiejszej niedzieli (a właściwie późnego sobotniego wieczoru - dziś jedynie zrobiłam zdjęcie pozyskanym efektom na włosach ;3) postawiłam na serum olejowe. Przyznam, że do tej pory nie kusiło mnie coś podobnego, ale po głębszym namyśle stwierdziłam, że może jest to całkiem w porządku sposób - w końcu mieszam wszystkie ulubione składniki więc winno zadziałać : )
Chciałam zrobić zdjęcie przygotowanego serum, ale moja buteleczka z atomizerem jest wręcz odrażająca (naprawdę!) zatem do zdjęć na bloga chyba wyłuskam te parę złotych ;d
Do buteleczki trafiła więc 1 łyżka olejku Khadi z różą oraz 1 łyżkę oleju sezamowego (z nieprażonych ziaren - dokładnie ten tutaj), 2 łyżki przegotowanej wody w której rozmieszałam dodatkowo łyżkę miód (ma zbawienne działanie na moje włosy, a półprodukty w takich mieszankach mile widziane) i zdecydowałam się na maskę EcoLab regenerującą (1 dość pokaźna łyżka). Mieszanka pachniała bardzo ładnie, już pierwsze 'wąchnięcie' zachęciło do spryskania włosów. Całość porządnie wstrząsnęłam przed użyciem. Przyznam, że wprost nie cierpię spryskiwać włosów i ta forma kompletnie do mnie nie przemawia - nie wiem dlaczego, ale zawsze trafiam obok włosów po czym muszę wskoczyć do wanny by spryskać je w MIARĘ dokładnie i nie zabić się na posadzce. Uraz do sprayów trwa od spryskiwania gliss kurami ;d
W porządku - włosy jako tako spryskałam, bardzo delikatnie rozczesałam (oczywiście nie trafiłam wszędzie, więc szczotka okazała się nad wyraz pomocna), włosy spięłam w koczka i po godzinie/półtorej umyłam włosy szamponem EcoLab regenerującym z żurawiną : ) Przeciągnęłam dla ułatwienia rozczesywania odżywką Nivea, Intense repair na niecałą minutkę, lekko podczas aplikacji masując włosy. Spłukałam chłodniejszą niż zazwyczaj wodą po czym zawinęłam w ręcznik (było już późno, a po nałożeniu ręcznika, tzn. po odsączeniu w niego włosów (a nie bawełnianej koszulki) schną nieco szybciej) i odczekałam do wyschnięcia. Górę włosów i tak musiałam podsuszyć nieco suszarką. Włosy zawinęłam w koczka ślimaczka i tak właśnie prezentują się dnia dzisiejszego. Muszę przyznać, że włosy po 'zabiegu' były gładkie i nawilżone, bardzo miłe w dotyku, było to czuć szczególnie na końcówkach - zauważyłam też, że dziś prezentują się nieco inaczej niż na innych NdW i według mnie widać, że użyłam czegoś nowego na nie ;3 Przyznam Wam, że jeszcze nie do końca wiem, czy ten sposób Wam polecić czy też nie, muszę go wykonać jeszcze z kilka razy by się upewnić czy nie było to czyste zrządzenie losu : ) Wiem, że wielu osobom ten sposób bardzo służy i właśnie dlatego zdecydowałam się przetestować tą metodę ;3 Według mnie, na moich włosach sprawdza się jedynie olejowanie na sucho tak na 5 z plusem : )

na zdjęciu poniżej zaraz po rozpuszczeniu (jeszcze nie roztrzepane placami):

+ Olej sezamowy za 5,99 zł (tłoczony na zimno) dostępny również od jutra tutaj : ) Moim zdaniem warto go kupić, ponieważ np. w Carrefourze widziałam ostatnio z prażonych ziaren i dodatkowo droży o kolejne 6 złotych : ) Dodatkowo jeśli któraś z Was szczególnymi względami darzy olej lniany (ten jest ekologiczny) to znalazłam go tutaj na promocji, klik.

Stosowałyście tą metodę? Jaki sposób olejowania jest najlepszy dla Waszych włosów? : )

sobota, 6 lutego 2016

Niedziela dla włosów, Olejek Sweet Love

Z trudem zabieram się za napisanie tego posta, ponieważ wpatruję się w te wszystkie piękne rzeczy KLIK i z trudem powstrzymuje się przed wykupieniem wszystkiego. Od dłuższego czasu ta sieć sklepów pozytywnie mnie zaskakuje swoją ofertą.


Dzisiejsza pielęgnacja była oparta na nowym olejku z serii Walentynkowej - Wellness&Beauty, Sweet Love. Wcześniejsze wersje tego olejku dość dobrze się sprawowały się na moich włosach, a ukochałam je dzięki działaniu na skórę ciała. Ta wersja walentynkowa jest jeszcze bardziej odżywcza dla skóry, która zachowuje miękkość i gładkość nawet przez 3 dni po użyciu. Na włosach również sprawuje się jeszcze lepiej.
Nałożyłam więc ten olejek na całą noc w ilości dwóch pompek. Kosmetyk przepięknie pachnie i zasypiało mi się z nim wręcz błogo.
Po przebudzeniu na godzinę przed myciem dołożyłam maskę Melica, o której wspominałam ostatnio. To już jej przedostatnie użycie, ponieważ dotknęła denka. Sama nie wiem czy żałuję ;d
Rano włosy umyłam szamponem EcoLab do wrażliwego skalpu dwukrotnie, by dobrze domyć włosy. Odżywka, którą użyłam to balsam Loves Estonia z nagietkiem. Zaaplikowałam ją na włosy na chwilę, na dwie minuty, po czym spłukałam.
Włosy po niej są mięciutkie i miłe, dobrze się układają. Wysuszyłam je suszarką po zabezpieczeniu kroplą serum Dove.
Niestety, wiał dziś dość mocny wiatr i walczyłyśmy z nim by zrobić jakieś sensowne zdjęcia.

Macie ostatnią szansę by zakupić te perełki do olejowania - KLIK oraz KLIK.
W porównaniu z np. Carrefourem, w którym dwa dni temu chciałyśmy kupić oleje te ceny są dwukrotnie niższe.

Miałyście okazję przetestować jakieś olejki z Wellness&Beauty? : )

Propozycja walentynkowa Pull-Through braid - przeplatany warkocz na boku

Dziś propozycja bardzo prosta. Każda z Was może bez problemu uczesać się tak sama. Nie potrzeba nawet umiejętności plecenia warkocza : )
Potrzebujemy za to małych, elastycznych gumeczek oraz opcjonalnie lakieru do włosów. U mnie dziś w użyciu nowy lakier od Batiste.
Fryzurę można wykonać z tyłu głowy jak klasycznego warkocza lub wysoko jak kucyk. My wybrałyśmy opcję na boku, ponieważ tak najbardziej lubię. Jeśli szukacie filmiku instruktażowego to polecam ten https://www.youtube.com/watch?v=kfvzjmE_bMo


1. Zaczynamy oczywiście od rozczesania włosów
2. Robimy niskiego kucyka na wysokości ucha
3. Dzielimy kucyk na dwie części
4. Przednią część związujemy gumeczką w niedużym odstępie od poprzedniej i robimy w niej dziurkę
5. Przez dziurkę przeplatamy drugą część
6. Część, która teraz jest na górze znów związujemy gumką w mniej więcej równym odstępie od poprzedniej i robimy w niej dziurkę, przez którą przeplatamy drugą część włosów
7. Postępujemy tak do końca naszego warkocza
8. Końcówkę związujemy gumką
9. Możemy poluzować fryzurę
10. Jeśli chcecie mieć pewność, że fryzura wytrzyma cały dzień użyjcie odrobiny lakieru do włosów. Polecam jednak nie pryskać nim włosów z odległości. Wtedy lakier ląduje wszędzie, a najmniej jest go tam gdzie chcemy.
Najlepiej partiami aplikować lakier na dłonie i dotykać po koleji każdej partii włosów.
Lakier, którego użyłam jest wyjątkowo lekki i bardzo łatwo go wyczesać. Nie skleja włosów i praktycznie go nie czuć ani nie widać. Za to świetnie utrwala i fryzura wytrzymała cały dzień. Jest to nowość na rynku, ale widziałam je już w Rossmannach : )


Niebawem kolejna walentynkowa propozycja! : )
Podoba Wam się ta włosowa seria z fryzurami? : )

środa, 3 lutego 2016

Melica Organic, Maska organiczna do włosów, regenerująca

Maskę tą pokazywałyśmy Wam całkiem niedawno w haul'u zakupowym http://www.sophieczerymoja.pl/2016/01/wosowy-haul-zakupowy.html
Skład produktu i obietnice producenta zrobiły mi na nią ochotę.  Szczególnie zawartość oliwy z oliwek spowodowała, że aż zaświeciły mi się oczy ;d


Byłam jej bardzo ciekawa i niezwłocznie po przybyciu rozpoczęłam testowanie.
Skład jest krótki, pełen dobroci: woda, emolient, gliceryna, Stearamidopropyl Dimetylamine (naturalny składnik z oleju rzepakowego zastępujący silikon), Cetrimonium Chloride (antystatyk, konserwant), polimer silikonowy zmywalny delikatnym detergentem, oliwa z oliwek, witamina E, ekstrakt z oliwy z oliwek, ekstrakt z łopianu, panthenol, kwas cytrynowy (reguluje pH), zapach, Methylchloroisothiazolinone i Methylisothiazolinone (konserwanty, które mogą uczulać).


Opakowanie to miękka tuba o pojemności 200 ml. Szata graficzna oszczędna, ale czytelna. Moim zdaniem bardzo pasuje do kosmetyków ekologicznych i naturalnych.
Opakowanie jest funkcjonalne, ponieważ łatwo wydobyć z niego produkt aż do końca. Dodatkowo bez problemu można postawić maskę na nakrętce.
Konsystencja jest średnio gęsta, ale nie na tyle rzadka by sprawiała problemy. Nakłada się dobrze, chociaż nie należy do najbardziej wydajnych.
Zapach jest bardzo naturalny, niedrażniący. Lekka nutka typowo kosmetyczna jest również wyczuwalna - taki kremowy zapach Nivei ; )
Niestety, jeśli chodzi o działanie kosmetyku to nie sprawdził się on u mnie w takim celu, w jakim wymyślił go producent, czyli stosowana po myciu na 3-5 minut.
Podczas aplikacji włosy od razu stają się miękkie i miłe w dotyku. Podczas spłukiwania jednak zaczynają być 'tępe' i niestety taki efekt pozostaje. Włosy są miękkie i gładkie do połowy. Dalej zaczynają się puszyć, plączą się niemiłosiernie i za nic nie da się poprawić ich wyglądu. Nawet nałożenie większej ilości serum nie pomaga.
Próbowałam nakładać maskę na kilka minut, jak i na pół godziny i efekt był zawsze taki sam. Włosy musiałam związywać, bo nie mogłam na nie patrzeć. Rozczesanie ich graniczyło w cudem, a jeśli już je rozczesałam to i tak po chwili znów się poplątały.
Postanowiłam więc maskę nakładać przed myciem, by jakoś ją zużyć i tutaj okazała się strzałem w dziesiątkę. Nakładam ją na włosy przed myciem na godzinę i myję delikatnym szamponem. Po umyciu już praktycznie nie potrzebuję używać odżywki - włosy są bajecznie gładkie, miękkie i błyszczące. Nie uwierzyłabym, że to ten sam kosmetyk.
Niestety, aplikowany w taki sposób zużywa się ekspresowo. Opakowanie wystarczyło mi na 4 użycia po myciu oraz na 5 aplikacji przed myciem. Za cenę 20 zł chciałabym czegoś więcej.

Znacie kosmetyki ten marki? Czy raczej jest ona dla Was nowością? ; )


M.