czwartek, 5 grudnia 2013

Proste, naturalne sposoby na zwiększenie połysku włosów

Zawsze gdy przychodzi jesień i zima moje włosy zaczynają gorzej wyglądać. Codzienne suszenie suszarką, niska temperatura, silny wiatr nie służą im niestety.
Stają się przesuszone, szczególnie doskwiera to końcówkom, włosy tracą również blask.
Mam jednak swoje sprawdzone sposoby na te dolegliwości ; )

1. Najprostszy to płukanie chłodną wodą.
Wystarczy po spłukaniu odżywki zacząć płukać włosy chłodną wodą. Należy jednak pamiętać, by nie była to woda zbyt zimna, bo taka odniesie odwrotny efekt, a i głowa od tego boli ; d
Zimna woda domyka łuski włosów, przez co zyskują one na połysku. Nie jest to obłędny efekt, jednak na co dzień wystarcza.

2. Drugim, lepszym sposobem jest płukanka octowa.
Stosuję ją bardzo często, gdy zależy mi na lepszym efekcie. Również zawsze po farbowaniu, gdyż kolor mniej się wypłukuje.
Wystarczy w pół litra gotowanej, letniej wody rozpuścić łyżeczkę octu jabłkowego (lub innego, ale nie spirytusowego, ponieważ wysusza) i po spłukaniu odżywki czy innych mikstur, polać tym włosy.
Nasze babcie stosowały ten sposób, kiedy jeszcze nie było odżywek, bo fantastycznie zmiękcza i nabłyszcza włosy.

zdjęcie wykonane po zastosowaniu płukanki octowej : )

3. Płukanka z cytryny.
Działa tak jak płukanka z octu, z tym, że nie zmiękcza włosów w takim stopniu.
Przy okazji zmniejsza przetłuszczanie, włosy dłużej pozostają świeże.
Do pół litra wody dodajemy sok z połówki cytryny i płuczemy włosy.

4. Maska i płukanka z siemienia lnianego.
To jest moje antidotum na wszelkie problemy z włosami. Dzięki temu nabierają objętości, blasku i są niesamowicie nawilżone.

Maskę przygotowuję następująco - 2, 3 łyżki siemienia zalewam wodą w rondelku i gotuję, aż nie powstanie żelowa konsystencja. Potem przecedzam przez sitko i nakładam na włosy, zawijam w folię i trzymam godzinę. Spłukuję wodą i nakładam odżywkę na chwilkę jeszcze, ale zwykle wystarcza odżywka bez spłukiwania.

Z płukanką postępujemy podobnie jak w przypadku przygotowania maski, z tym, że gotowy żel rozcieńczamy wodą  i wykorzystujemy do ostatniego płukania włosów.

pochwalę się również nowym nabytkiem! <3

wtorek, 3 grudnia 2013

Odżywka, Nivea Long Repair

Dziś o odżywce drogeryjnej, z której dostępnością nie ma praktycznie żadnych problemów, możemy dostać ją właściwie wszędzie i to za niewielką cenę, bowiem jej stała cena to około 9 zł za 200 ml, a w promocji można ją dostać za 7 zł, tak jak właśnie ja ją kupiłam.
Sięgnęłam po nią, ponieważ odżywki Nivei miałam już nie jednokrotnie, całkiem je lubię, a o tej na blogach aż huczy : )

W składzie olejek babassu, keratyna hydrolizowana i lekkie sylikony. Mnie one nie przeszkadzają, tym bardziej o tej porze roku, kiedy należy bardziej niż zwykle chronić końce przed zniszczeniami.
Odżywka ma bardzo przyjemną konsystencję, bardziej pasującą na maskę, niż odżywkę. Jest gęsta, jakby woskowa, przez co rozprowadza się świetnie i już mała ilość pokrywa włosy.
Jedyne czego nie polecam, to nakładanie na skalp, gdyż może lekko obciążać.
Dobrze się również spłukuje.

Nakładam ją zwykle na krótko, gdyż rano nie mam czasu, jest to około 5 minut. Zdarzyło mi się przetrzymać ją na włosach do pół godziny i efekt był jeszcze lepszy.
Pokrótce odżywka: bardzo ułatwia rozczesywanie, a ja mam z tym problem, w ciągu dnia włosy mniej się plączą, wygładza, końce nie są suche, zapobiega puszeniu, a jednocześnie nadaje pożądanej puszystości i miękkości, pozostawia piękny zapach, ponieważ zapach odżywki przypomina mi perfumy i jest bardzo trwały - wyczuwalny po wysuszeniu, nadaje blasku.

Ja na pewno kiedyś jeszcze sięgnę po nią, a może zaryzykuję z inną odżywką Nivei : )

Zapowiedź: Kringle Candle oraz Recenzja: Woski Yankee Candle

Cudowności na które wreszcie się doczekałam!

Z zamiłowaniem otaczam się w domu pięknymi zapachami. Uwielbiam, kiedy w pokoju, w którym przebywam roztacza się przyjemna dla nosa woń.
Od razu czuję się lepiej, odpręża mnie to i wprowadza nastrój.
Stąd pomysł, by rozszerzyć tematykę bloga właśnie o zapachy dla domu ; )

Dziś o trzech raczej typowo jesiennych i zimowych woskach, które często odpalam w taką pogodę.
Nie sprawdziły się totalnie latem, były zbyt duszące. Nie na darmo w nazwie każdego z trzech pojawia się słowo 'spice'.
Ale teraz wprowadzają iście magiczną atmosferę.

Zacznę od mojego ulubieńca - Macintosh Spice.
Ach, uwielbiam zapach jabłek z cynamonem, szarlotki, kwaśnych, soczystych jabłuszek.
Ten zapach to właśnie soczyste, czerwone jabłka posypane cynamonem.
Ja wyczuwam tam coś jeszcze...może szczypta kardamonu?
Bardzo przyjemny, słodki, ale nie przytłaczający zapach.

Kitchen spice jest już inny.
Dla mnie to głównie grzane wino, korzenna przyprawa do piernika i gorzka pomarańcza. Taka kandyzowana skórka z pomarańczy, którą dodaje się do ciast ewidentnie jest tam wyczuwalna, ale dla mnie jednak górę biorą goździki, imbir, gałka muszkatołowa i cynamon.
Zapach miły, domowy, ale w małych dawkach, bo potrafi mnie zakręcić w nosie albo nawet wywołać ból głowy.

Honey&spice to coś bardzo podobnego.

To znaczy, że jest również lekko duszący, ale już na pewno bardziej przyjazny.
Główna nuta zapachowa to miód i palony cukier, do tego cynamon. Po czasie zapach nabiera więcej charakteru, stając się bardziej pikantnym, jednak wciąż jest bardzo ciepły i otulający.
Idealny na zimowe wieczory przy gorącej herbacie.

sobota, 30 listopada 2013

gorączka sobotnich włosów, efekt po masce z dodatkiem żółtka, plus parę starych-nowych rzeczy

właściwie, wczorajszego wieczoru, nie zrobiłam z włosami nic odkrywczego, mianowicie, umyłam płynem do kąpieli babydream i dodałam do mlecznej maski kallos dwa żółtka, łyżeczkę olejku dla kobiet w ciąży babydream, i 30 ml mocnego naparu z gotu koli.
możecie mi wierzyć, lub nie, ale na żywo włosy prezentują się o wiele ładniej po tej mieszance, niż na zdjęciu :c
do zdjęcia są puszczone wolno z nocnego koczka : ) dlatego dół jest bardziej skręcony.
lubię uzyskiwać ten efekt, najbardziej, spośród wszystkich skrętów moich włosów, przypadał mi do gustu.
wczoraj weszłam w posiadanie kolejnego kremu z Sylveco, który zakupiłam w sklepie zielarskim : )
pani z zielarskiego miała gest ;d

taka ze mnie 'włosomaniaczka', a nie miałam okazji NIGDY sprawdzić glorii :o moje ukochane masło do ciała z ziaji, do którego notorycznie powracam, z uwagi na fakt, iż pachnę po jego zastosowaniu do tego stopnia apetycznie, że sama bym się chętnie zjadła ;d
poniżej, rzecz absolutnie fantastyczna, czyli nic innego, jak kajal.
co prawda, jeszcze uczę się tym ustrojstwem należycie pomalować... jestem ograniczona i władam nienagannie jedynie eyelinerem w pędzelku.
pomaga mi w sytuacjach kiedy sztab antykryzysowy to za mało.
nie bardzo chciało mi się wierzyć, że działa na oczy a'la szczurek laboratoryjny, ale kiedy sama przybrałam postać gryzonia, o dziwo, POMÓGŁ.
pod tym względem nigdy mnie nie zawiódł.

czwartek, 28 listopada 2013

aktualizacja włosowa, wydanie drugie

szampon: pierwsza połowa listopada - wykańczałam resztkę szamponu green pharmacy, olej arganowy&granat.
dwa razy w tygodniu szampon z SLS - eva natura, czarna rzepa&skrzyp polny.
druga połowa listopada - hello kitty, shampoo&shower
2-3 razy w tygodniu (w pierwszej połowie listopada) myłam włosy odżywką mrs. potters, ginko biloba&keratyna, aktualnie, zawsze po umyciu szamponem, wmasowuję maską mleczną kallos, przejeżdżam placami między włosami, starając się je rozczesać, po chwili takiej zabawy spłukuję i dopiero potem nakładam odżywkę/maskę.
takie rozwiązanie przypadło moim włosom do gustu, niezmiernie.
odżywka/maska d/s: maska mleczna, kallos i praktykowanie sposób opisanych TUTAJ.
odżywka b/s
: odrobina maski, którą przywlokłam z grecji, niestety jest już na wykończeniu wykończenia :c
oleje/inne: ostatnio bida u mnie jeśli chodzi o oleje, także chwytałam się rozpaczliwie resztek oleju kokosowego i oleju rycynowego.
dwa razy w ciągu miesiąca skorzystałam z dobrodziejstw żółtka dodanego do maski ;d
wcierki: apteka agafii, aktywne serum na porost włosów (od połowy listopada).
od czasu do czasu nakładałam na skalp olej rycynowy.
suplementy: jak mi się przypomni to piję gotu kolę i ekstrakt z kory sosny nadmorskiej.
chwilowo myślę nad jakimś dobrym suplementem.
farbowanie: czarna henna, khadi, lecz niestety sytuacja zmusiła mnie by umyć włosy raptem po 6 godzinach od spłukania henny, także kolor nie miał szansy się rozwinąć :c
planuję farbowanie na dniach, ponieważ zakupiłam ten sam odcień dwa dni temu : )

mam nerwicę natręctw i denerwuje mnie, że biała ściana nie wyszła biała, tylko niebieska (boskie warunki oświetleniowe <3) i że nie stoję w samym środku, środka zdjęcia :C

+ zdjęcie przy oknie, bardziej obrazuje mój aktualny kolor włosów:
jeśli chodzi o moje plany na grudzień, to mam w zamiarze zaopatrzenie się w oleje i tym samym częstsze olejowanie, jak również po standardzie przyspieszenie przyrostu ; )

i jakby ktoś się jeszcze nie zorientował, Monika (moja blogowa wspólniczka) ma rude włosy, a ja zaś ciemne.
myślę, że z racji ciągłych pomyłek, czas na zakładkę 'o nas' i podpisywanie się pod tekstami ;ddd

a wieczorem, po powrocie do domu, zamierzam wypić najmniej (!) 3 kubki gorącej czekolady pod kołderką i poprzeglądać sobie, wreszcie, na spokojnie blogi <3